Przejdź do treści

1. Bolesne Karty Historii - Muzyczny blog Reymontta

Pomiń menu
Pomiń menu
Błąd w… sztuce?
 
Człowiek jest zdolny,
Swym postępowaniem
Okazać światu
Ludzką niedoskonałość!
Bo czym można nazwać
Czyn istot gadzich
Gdzie ciało ludzkie…
Jest produktem na masową skalę!!
Za kogo mogli, uważać się ci
Co decydują o śmierci…
Kto będzie żyć?!
Czy taki naród – spod ciemnej gwiazdy
Jest dziełem bożym?
A może szatańskim!?
Gdyby porównać tutaj, zwierzaka
Choćby gorszego niż reszta dzikiego świata
To nawet on, przy swojej profesji
Ma uzasadnione prawo
Naturalnej agresji…
Nie można nazwać człowiekiem, wcale
Tych co krwią, chcą podbijać inne kraje!!
Gdzie wielką rozkosz, sprawia im…
Zabijanie.
(c 2001 r.)

A oni patrzą…
Strumieniami płynie krew.
Ścieka z dachów, ścian i drzew.
Czysta, cicha i niewinna
Pod nadzorem  ––––– śmiechu, drwin.
A oni patrzą, jak setki bezdomnych istnień
                                Na odstrzał prowadzą!
Ogniem nasycone domy
Dymem przesiąknięte, poszarpane zasłony!!
Z okien skaczą w rozpacz niesłychaną
Matki, dzieci, ci co jeszcze wolność
                                                            Pamiętają…
A oni patrzą, jak z okien skaczą
Jak z wielką pokorą, swe życie –– oddają!!
Bezbronni i nadzy
Przy zbrojnej władzy
Niejeden w mundurze –– ma obłęd na twarzy.
Na czarnych piersiach orderów galeria
A w głowach wciąż huczy: Mein kampf  zbawienna.
A oni patrzą, jak setki istnień
Krwawym piachem, zasypują…
I nikt nie próbuje przeszkodzić katom
W tym żmudnym sądzie za życie tułacze.
Ruiny miasta, zwęglone ciała, zdławione krzyki, płonąca flaga
Niczym świadkowie bez prawa głosu
Choć widzą wszystko  ––  dopomóc nie mogą!
A oni patrzą –––– na łatwą zdobycz
Na szybki awans i własny dobrobyt.
A oni patrzą, lecz wciąż nie widzą
Że brak wyobraźni –––– upadku przyczyną!!
(c 2002 r.; nawiązanie do ,,Rozmów z katem”)

Stutthof
Byłem tam…
Na tropie ludzkich spraw
Gdzie sucha, milcząca ziemia
I widok –––– wciąż ten sam.
Gdzie rzeźby płacz i starych ścian.
Jeszcze istnieje…
Miejsce, w którym –– śmierć
Witała drwiącym uśmiechem u swoich bram.
Gdzie co dzień setki tysięcy rąk
Stawiało sobie, przetrwanie –––– za nadrzędny cel!!
Jak w niemym filmie
Czarne na białym
Bez szans na obronę, bez szansy na nic.
Widziałem…
Wzgórza ludzkiego obuwia,
Jak niewinności przerwanej ––– okruchy!
I rzecz diabelską…
Piec, co obdzierał niewinność z duszy!!
Dziś stoi tam –––– gdzieś na wiejskim uboczu
A las swą historię z dbałością przenosi.
Pamięć o ludziach dla których, wojna
Wtargnęła do mieszkań, by, wpędzić
W pełen najdrobniejszych szczegółów..
Obozowy koszmar.
(c 2002 r.)

Dwie wieże
Byli — najsilniejsi.
Sztuczny świat…
Pod prawem pięści.
Uzbrojeni, aż po zęby…
Niczym: granit, wapń i diament
To narodu był – ornament!!
Lecz runęły fundamenty
Pewność siebie, słodki handel
Jak runęła wieża Babel…
W zwałach gruzu,
Śmierć ponieśli ludzie pracy
Różnych wyznań, różnej rasy.
Ona przyszła, tak z nienacka
Spadła z nieba…
W czterech aktach!!
I zabrała – bezpowrotnie
Wątłe dusze w lepsze jutro!
Teraz — strach ma
Tysiąc oczu
Teraz — brak nam
Szans na pokój!
Skoro zabić można wszędzie
I nie liczy się…
Narzędzie.
(c 2002 r.)

Osaczeni
Któżby mógł przypuszczać, że…
Sztuka — zakładnikiem stanie się!!
Śmierć, zeskoczy z jasnej sceny
Teatr ― w ścianę strachu, zmieni.
Teraz ważna  — gra o życie:
Czy zbudzimy się o świcie??
Dobrze znani są oprawcy,
Już od lat prowadzą walki!
Teraz chcą, by słyszał świat
Jak gnębiony jest ich kraj!!!
Są gotowi do zagłady,
Za pomyślność swojej sprawy!
Kto z opresji wyjdzie cało?
Rząd, widzowie, bojówkarze?!
Cała ludzkość będzie  ― świadkiem
Jaką Putin twarz pokaże…
Czy wyjaśni przed narodem,
Ciemne strony tej masakry??
Czy na skrzydłach propagandy
Czujność uśpi, bunt zadławi…
(c 2002 r.)


Żałobna pieśń wielkanocna
Odszedł…
Zaledwie kilka dni temu
Rodzinny kraj i świat
Pogrążając w głębokiej żałobie
Człowiek
Pasterz
Nauczyciel
Nikt tak, jak Paweł
Nie kochał tylu ludzi!
Papież — Polak
To już historia.
Szkoda tylko, że na naszych oczach…
Czas niepewny
Wzrok kamienny
Nasza przyszłość bez opieki.
Pasterz odszedł…
A owieczki??
Łatwo można wyprowadzić w pole.
Kiedy w kraju
Rządzą faryzeusze
Wielbią Boga i mamonę
Chcą nam służyć – grą pozorów
Używając do tego – religijnych symboli.
Nawet media
Tak wrażliwe…
Urządziły ,,świetny” spektakl
By ukazać śmierć papieża
Jako show w stylu reality.
Wszyscy głoszą piękne hasła
O jedności i pokoju
Wszyscy modlą się wylewnie
Aż w kościołach braknie miejsca.
Lecz co potem?
Czy zdołamy wytrwać w wierze??
Czy równie serdecznie, powitamy
Nowego, bożego pomazańca??
Co z naszym życiem?
Wyblakłym i pełnym frustracji
Gdzie dobre wykształcenie lub godna praca
Przyczyną masowej emigracji
Co z naszym krajem?!!
Ojczyzną? Honorem?
Gdy śmierć spotyka, choćby za rogiem…
Co z tym dziedzictwem przeszłych pokoleń??
Bo do tej pory
Echa sławnych czynów
Kryją milczące popioły.
(c 2005 r.)


W obronie prawdy
Tam, gdzie gęsta mgła, spowija
Rozmiar i stopień stalinowskich zbrodni.
Tam, gdzie ciemny las, ukrywa
Ścięte za młodu, kwiaty polskiej ziemi,
Czas ponownie zatoczył swoje koło
Zadając cios prosto w serce – wyzwolonego już narodu!
I nie ma co tu dużo gadać,
Historia lubi się powtarzać.
Ból
Cierpienie
Gniew
I rozpacz
Krew niewinnych ludzi znów spłynęła
Po rosyjskiej ziemi.
W potoku czułych gestów,
Przyjaznych słów i szczerych kondolencji
Oba narody stają przed wielką szansą
Na historyczne pojednanie.
Każdy zadaje sobie pytanie:
Czy śmierć politycznej elity nie pójdzie na marne??
Czy obie, słowiańskie dusze przypomną sobie
Pozytywne aspekty starej przyjaźni??
Co dalej z tą Polską??
Czy znacznej poprawie ulegnie jakość, naszej demokracji?
Być może – Bóg – wystawił nas na próbę,
By sprawdzić jak silne łączą nas więzy.
Być może ta gorzka lekcja już nigdy więcej się nie powtórzy,
Więc znajdźmy właściwą przyczynę tego dramatu
By uniknąć w przyszłości podobnej, personalnej klęski.
A kiedy łzy wyschną i zwiędną kwiaty,
Rzucimy się znowu w wir żmudnej pracy.
Pochylimy głowy nad grobami poległych,
            Z krzepiącą myślą, iż nic gorszego nie może się już nam przydarzyć…                                                   
(c 2010 r.)

Violaceus tempus
Jeszcze nie ucichły…
Echa narodowej traumy
Jeszcze rozpacz i ból…
Nie zamilkły w ludzkich sercach
A brutalna rzeczywistość
Każe nam znów wybierać
Nowego prezydenta.
Przyjazne gesty i odważne zapowiedzi
Pozwalały nam przez moment, wierzyć
Że na politycznej scenie zajdą
Przełomowe zmiany.
Lecz po raz kolejny przeżywamy, rozczarowanie
Rosja od zawsze prezentowała dwie twarze!!
Bo cóż są warte łzy w blasku kamer
Gdy w dzień powszedni szargana jest
Pamięć i szczątki ofiar??
Gdy śmierć smoleńska
Wykorzystywana jest w celu promocji kandydata!
Być może czeka nas – powtórka
Gdy lud na przekór medialnym sondażom
Wybierze ponownie – jedyną, sprawiedliwą partię.
Dzieląc kraj sromotnie
Na prawą i lewą flankę…
Być może ten naród
Ma jakiś przyrodzony defekt,
Że przed szkodą i po szkodzie
Postępuje jednakowo.
(c 2010 r. ,,Czas fioletu”)
Created with WebSite X5
Wróć do spisu treści